Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gorthaur. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gorthaur. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 grudnia 2011

Gorthaur - Święte Kłamstwa (demo 2002)


I udało się! Odnalazłem w ramach świątecznych porządków pierwszą wersję demo "Święte Kłamstwa" Gorthaura z Nowej Rudy. Okazało się, że mam nagraną płytę CD, na której są trzy kolejne demówki zespołu, stąd też niebawem podmienię linki do poprzedniego mojego wpisu, gdzie jakość plików była niezadowalająca. Co tu dużo pisać, mniej więcej historię zespołu omówiłem poprzednio na tyle, aby teraz móc tylko cieszyć się tymi nagraniami, które w stosunku do swojego następcy różnią się kilkoma utworami i oczywiście jeszcze umiejętnością realizacji dźwięku. Niebawem jeszcze myślę, że warto podzielić się z Wami ostatnim do tej pory wydawnictwem tego projektu, tym bardziej, że na dniach szykuje się premiera ich najnowszego albumu!

ZAWARTOŚĆ:
Materiał audio - .mp3 VBR 224 - 320 kbps.
Front i tył okładki CD.

TRACKLISTA:
01 - 3 Ways in the Land of Tears
02 - Treasury of stars
03 - To become one of them
04 - Święte kłamstwa
05 - Dance Macabre
06 - Bezsenność
07 - Cobweb

DOWNLOAD:

piątek, 11 listopada 2011

Gorthaur - Święte Kłamstwa (demo 2006)


GORTHAUR długi czas pracował nad kolejnym materiałem. Dziś znów wrócimy do tej kapeli, aby w pewien sposób postarać się o kontynuację ich dyskografii. Ostatni materiał, z jakim mieliśmy do czynienia, pochodził z 1998 roku! Kawał czasu! Choć zaznaczyć należy, że w roku 2002 zespół zrealizował jeszcze jedno demo, którego niestety nie posiadam, ale pamiętam ten zajebisty mocny początek pierwszego numeru! Jeszcze gdzieś to wygrzebię dla Was;) Ale do rzeczy...
Przez ten długi czas, jaki upływał między nagraniem kolejnych materiałów, zespół zmieniał się dość znacznie, zarówno w składzie jak i twórczo. Muzyka coraz bardziej odchodziła od metalu w stronę gotyku... tylko ten gotyk ciągle był gdzieś tam podszyty mocą muzyki metalowej. Pozostawały dawne rozwiązania kompozycyjne i klimat. Ale wkraczało też nowe i to ze wspaniałą jak dla mnie siłą. Wkraczał polski język! Dodatkowo w tekstach swoich Gorthaur już nie tylko posługiwał się słowami swoich muzyków, ale skorzystał ze współpracy z Mariuszem Poźniakiem, którego już chyba trochę znacie z moich opowieści, a który jest swoją drogą autorem takich zbiorów poetyckich jak "Po drugiej stronie lustra" czy też "Sakrament Księżycowej Nocy", z którego to pochodzą wiersze do kilku utworów z tej demówki Gorthaura. Tytułowe "Święte Kłamstwa" czy "Otwieram drzwi", to znakomite przykłady pióra Mariusza i do tego świetnie zinterpretowane muzycznie przez zespół! Zawsze byłem pełen podziwu dla tych kawałków! Poza tym nie mogę pominąć "TCP" (który to skrót jest dla mnie po dziś dzień nieodgadniony), bowiem ten utwór znakomicie potrafi ująć pewną kwintesencję przemijania uczuć... "Obca istota w znajomym ciele..." - jednocześnie jak z horroru, a jednocześnie z życia;)
Gorthaur, jak wspomniałem, przeszedł zmiany w składzie, który ostatecznie wyglądał tak, że pozostał w nim pasjonat z pierwszego składu - Darek Dec, a z nim Marcin Rzeczycki, który chyba odnalazł się absolutnie w tej grupie i z pewnością wpłynął na jej gotycką ścieżkę. Dołączył do kapeli też Paweł Paszkiewicz, który na gitarze zastąpił Marcina Pańczyka, który w tamtym czasie wyjechał za granicę w ramach wielkiej emigracji polskiej do Anglii. Ostatnia osoba, z którą chyba po dziś dzień wszystko się trzyma, to Krzysztof Witos, zwany Alvarem, który zajął się elektroniczną oprawą podkładów rytmicznych, co też zakończyło etap Gorthaura, jako zespołu z żywym perkusistą...
Zatem dzielę się z Wami tym materiałem, jaki naprawdę wywarł na mnie duże wrażenie. Po dziś dzień trafia do mnie ta muzyka ze względu na ciekawe teksty i mocną stronę melodyjną, jakiej do tej pory nie było. Gorthaur wcześniejszy melodyjnie i aranżacyjnie był bardzo ubogi w porównaniu z tym materiałem... No i mniej demoniczny, bo "Święte Kłamstwa" z pewnością przeniosły Gorthaur na jeszcze ciemniejszą ale i nowocześniejszą stronę tego klimatu;)
Trzeba też zaznaczyć, że materiał ten powstał w roku 2005, jednakże wydany został oficjalnie w 2006 roku, stąd mogą być rozbieżności w datach. Zespół jednak przyjmuje datę 2006.
Jedynie muszę Was przeprosić za beznadziejną jakość tych nagrań, bowiem jest to mp3 w jakości 128 kbps. Nie posiadam lepszej, przez co bardzo nad tym ubolewam. Ale możliwe, że da się znaleźć wersję idealniejszą;) Dziś zapraszam do wkroczenia w świat bardzo gęstej klimatycznie muzyki!

Aha, no i macie taki mały bonus w tej wstawce, jakim jest kolejna wersja utworu "2003" z tego materiału w lepszej wersji;)

ZAWARTOŚĆ:
Materiał audio w wersji mp3 128 kbps.
Front okładki.

TRACKLISTA:
01. 2003
02. Święte kłamstwa
03. Otwieram drzwi
04. TCP
05. To become one of them
06. Czasami nie warto
07. 2003 (nowa wersja)

DOWNLOAD:

wtorek, 18 października 2011

Gorthaur - Somewhere, sometimes... (1998)


Można powiedzieć, że historii Gorthaura noworudzkiego mamy ciąg dalszy. Demo "Somewhere, sometimes...", z tego co mi wiadomo, to była kaseta, która nagrana została już po pierwszym występie na festiwalu Castle Party'97, ale zdecydowała też o ich kolejnym występie tamże. Te cztery utwory trochę namieszały w świecie klimatycznego metalu. Wiele się o tym pisało nawet w okolicznych gazetach, gdzie zazwyczaj takie tematy omijano, bo oto znalazł się zespół z tego zadupia, który pokazał, że się da i że talenty rosną nie tylko w wielkich miastach. Szkoda, ze nie udało się im wygrać, ale przyjęcie zespołu było naprawdę ciepłe! Zresztą zaowocowało to późniejszymi koncertami choćby z Desdemoną. Nastąpiły też wtedy kolejne roszady w składzie, gdzie do zespołu dołączył nowy basista Marcin "Jerzoo" Rzeczycki, a dotychczasowego perkusistę Romka Kaszubę zastąpił mój były perkusista Korsarza, Michał Kubat. Korsarz właśnie w roku 1998 zawiesił działalność ze względu na mój wyjazd na studia i brak wtedy czasu na kontynuowanie prób regularnych, więc mi się ludzie porozchodzili po świecie:) Z pewnością był to w obu przypadkach duży plus dla Gorthaura!
Niestety nie posiadam okładki do "Somewhere, sometimes...", choć demo jest oficjalnym materiałem. Jedynie udało mi się wydobyć tytuły utworów od Darka Deca, wokalisty, z którym ciągle jakoś nam się kontakt trzyma. Może z czasem i okładkę gdzieś mi się uda wydębić;) Sam materiał jest króciutki i w tej dość dobrej wersji otrzymałem go od Tomka Kopczyńskiego, pierwszego wokalisty Gorthaura. Można stwierdzić, że tak na dobrą sprawę Gorthaur wtedy dopiero się rozkręcał. Wokal Darka był już lepszy, ale do dzisiejszych możliwości jeszcze mu jest daleko, podobnie jak i z angielszczyzną;) Może te rzeczy sprawiały, że w konkursie znalazły się kapele lepsze może nie pomysłowo, ale technicznie? Bo przecież technika w muzyce to też coś, co robi ogromne wrażenie. Mimo tych różnych niedociągnięć, materiał trzyma poziom, a klimat na nim świetnie oddaje końcówkę lat 90-tych ubiegłego wieku;) Lubiącym gotycyzujące nastroje bardzo polecam!
Jedno co mi się jeszcze przypomniało, to chyba na tym materiale za partie perkusji w nagraniu oraz za całość realizacji odpowiadał Leszek Palczak (znany choćby z NECROPHIL), a Michał Kubat przyuczał się i nagrywał bębny na kolejnej produkcji, która niebawem pewnie mi się znajdzie na liście rzeczy, które warto zachować w pamięci...

ZAWARTOŚĆ:
Materiał audio mp3 cbr 320 kbps.

TRACKLISTA:
01. Somewhere, sometime...
02. To Become One Of Them
03. My tears like river...
04. I'm Your Heaven

DOWNLOAD:

poniedziałek, 10 października 2011

GORTHAUR - Demo'97



Drugie z kolei demo noworudzko-kłodzkiego Gorthaura to z pewnością spora zmiana i niespodzianka. Kiedy pierwsze nagrania raczej oscylowały wokół technicznego grania zabarwionego klimatycznymi klawiszami, będącego bliższym death metalowej stylistyce, to już kolejna odsłona przynosi zgoła inny charakter twórczości zespołu. Nagrane jakoś niecały chyba rok później "Demo'97" to nastrojowy Death Doom Metal, który w tamtych latach był częstym gościem naszych magnetofonów. Takie bandy jak CEMETARY, ANATHEMA, AMORPHIS i jeszcze wiele innych, to swojego rodzaju wzorce dla młodych muzyków, którzy właściwie starali się odnaleźć swój styl. Miało być melancholijnie i trochę tajemniczo... Jak wyszło, zaraz się przekonamy.
Moje drogi z zespołem Gorthaur rozeszły się po tym, jak przeprowadziłem się do Kłodzka i nie miałem już takiej swobody w dojeżdżaniu na próby, jak dawniej. Poza tym musiałem oddać bas kumplowi, który i tak miał złote serce, że na tak długo mi gitarę pożyczył. Coś tam jeszcze próbowałem grać na klawiszach, ale nie wyszło. A skład zmienił się niemal całkowicie. Nie pamiętam dokładnie, o co poszło, ale wizje grania muzyki Gorthaura różniły się diametralnie. Zwyciężyła opcja bardziej klimatyczna, w której wokalne stery przejął dotychczasowy klawiszowiec, Darek Dec. On też komponował dużą część nowych utworów wspólnie z Marcinem Pańczykiem (nowym gitarzystą), z którym mieszkali po sąsiedzku niemal, więc mogli częściej testować nowe pomysły. Tym samym "podziękowali" byłemu wokaliście, pożegnali się też z Arkiem Antoniem i zgarnęli kilku nowych kolesi i koleżanek do grania. Długo to jakoś nie trwało, bo już, jak wspomniałem, niecały rok później demo było gotowe. Ale właściwie warto przyjrzeć się temu może bliżej. Gorthaur z zespołu mocno zgranego stał się zupełnie nową ekipą, której część stanowili muzycy dopiero uczący się grać. "Demo'97 uznałbym bardziej za eksperyment niż takie pełnoprawne demo. Sam nie wiem, czy właściwie ta muzyka poszła dalej w świat, czy też została w kasetotekach najbliższych przyjaciół i zdziwaczałych maniaków;) Po samym materiale czuć to wszystko. Bywają momenty, kiedy zespół całkowicie rozjeżdża się i wygląda to wszystko tak, jakby zastanawiali się w tym momencie, co zrobić! Ale ja znam powód większości tego, a był nim perkusista Roman Kaszuba, który raczej na perkusji wolał się chyba wyżyć niż grać i czasami zapamiętywał się w tym tak, że dopiero po chwili orientował się, że to już nie ta melodia;) Sami gitarzyści Marcin Pańczyk i Adam Masoń za gitary chwycili wtedy, kiedy wcześniejszy Gorthaur się rozpadł, więc praktycznie uczyli się tworząc materiał. Aż tak źle tego nie słychać, ale nie mogę podarować rozstrojonej na maksa gitary Marcina w instrumentalnym "Walk in the clouds";) No i Darek, który z klawiszowca nagłym olśnieniem został wokalistą! Ale tu muszę powiedzieć, że wyszło to na dobrze, bo dziś daje sobie z tym świetnie radę! Tak więc "Demo'97" to taki zapis historii, jak się wszystko rodziło. Można powiedzieć, że kolejne wspomnienie, którym dzielę się z Wami. Moja kaseta jest już dość dobrze styrana, więc nie oferuję tu jakości CD. Zresztą pamiętam, jak siedziałem u Darka i przegrywał mi ten materiał. Oczywiście wtedy słuchaliśmy tego z zapartym tchem, bo było to pierwsze profesjonalniejsze demo, jakie udało się nagrać ludziom z naszej ekipy. Szkoda tylko, że Darek miał taki lichy magnetofon, bo dziś na tej kasecie było tyle szumu, że ciężko mi było sobie poradzić z tymi nagraniami, więc nie powiem, że brzmią idealnie:( Samo zaś demo nagrywane było "na setkę", ale na fajnym stole mikserskim z pełnym nagłośnieniem bębnów, więc wyszło wszystko nawet nieźle. Zresztą czuwali nad tym dwaj muzycy starego NECROPHILA, Jacek Wojtkowiak i Leszek Palczak, bowiem byli oni pracownikami Noworudzkiego Ośrodka Kultury, gdzie wszystko miało miejsce.
Później Gorthaur działał dalej i to coraz prężniej, choć coraz bardziej odchodził od mocnego metalowego grania w stronę klimatycznych, z czasem coraz bardziej gotyckich brzmień. Niebawem też wrzucę Wam kilka próbek właśnie następnych dokonań, które już były na o wiele lepszym poziomie, co pozwoliło zespołowi dostać się nawet na Castle Party! Choć nie można tak bardzo krytycznie ocenić tego demo, jakie Wam tu oddaję, bo to przecież kawał historii i znając cały ten klimat, jaki wtedy nas otaczał, zupełnie inaczej patrzę na to, mimo wszystkich niedociągnięć.

ZAWARTOŚĆ:
Zgrany i zremasterowany na miarę możliwości materiał audio - mp3 vbr 224 - 320 kbps
Skan opisu kasety, jaki otrzymałem od Darka Deca.
Moja robocza okładka kasety.

TRACKLISTA:
01. Prophecy
02. Suicide And Hope
03. Walk In The Clouds
04. I'm Your Master
05. To Stay Eternal
06. A Gift Of The Night
07. Gorthaur

DOWNLOAD:

Gorthaur - reh. tape'96


Dziś GORTHAUR to projekt muzyki elektro gotyckiej, bardzo melodyjny, klimatyczny, romantyczny... Uwielbiam ich nagrania, powiem szczerze, nie tylko dlatego, że Darek i Jerzoo to moi starzy kumple, ale to po prostu bardzo dobra muzyka, świetny klimat i po prostu sami muzycy ciągle starają się coś tworzyć, starać się o ulepszenie swojej twórczości i odkrywać nowe drogi, nowe inspiracje. Ale czy wiecie, od czego się to wszystko zaczęło? Zespołów o nazwie GORTHAUR znam co najmniej cztery, w tym dwa z Polski. Jeden z nich to surowy, ekstremalny Black Metal z Tychów. Drugi, właściwie znacznie starszy od tego Black Metalowego, to kapela łącząca obecnie w sobie muzyków z Kłodzka i Nowej Rudy. Na samym początku jednak wszyscy niemal muzycy pochodzili ze Słupca, będącego dzielnicą Nowej Rudy, jednak dla mieszkańców stanowił pewną autonomię i dlatego należy nazwę Słupiec uznać za najbardziej trafną (jedynie Arek Antoń mieszkał w Jugowie, ale to właściwie, podobnie jak Słupiec, Nowa Ruda prawie). Co zaś do samego pochodzenia, chyba raczej powinienem użyć określenia "pochodziliśmy", no i ja gdzieś tam mam swoje miejsce w tej bajce;)
Pomysł na zespół zrodził się w głowie Tomka Kopczyńskiego, który fascynował się ogólnie Death Metalem i chciał powołać ekipę do grania, w której mógłby udzielać się wokalnie, czyli drzeć mordę ile wlezie;) To było jakoś w 1995 roku i wtedy Tomka jeszcze nie znałem. Ale znałem już trochę drugą osobę odpowiedzialną za powołanie kapeli, o której mowa - Romka Kaszubę, metalowca, który przeprowadził się z Kłodzka do Słupca i tu też wpadł w środowisko naszej subkultury, która w tamtym czasie była w tym mieście niewiarygodnie duża, jak tak wspomnę z perspektywy czasu! Tomek, zafascynowany również Tolkienem, wygrzebał z Silmarillionu nazwę Gorthaur, a następnie sklecił resztę ekipy do grania, czyli Darka na klawisze, Arka na gitarę i dodatkowo nieznaną mi z nazwiska obecnie Aśkę na kobiece wokale, choć jak mam być szczery, to bardziej miała ona głos jak facet, więc ni w ząb nie złagodziła muzyki swoim głosem;) No i by to była już cała drużyna prawie. Brakowało im tylko gościa na bas. Jakimś cudem dotarli wtedy chłopaki do mnie i zaproponowali granie na basie, a że mieli w planie zagrać niebawem jakieś koncerty, to bym się nadał jak cholera. No i się zgodziłem i pożyczyłem od jednego znajomego taki stary bas, który w miarę jakoś grał i to było najważniejsze. No i zaczęły się próby w ośrodku kultury w Słupcu, gdzie zaraz później i ja zagrzałem swoje miejsce z Egaheerem i Korsarzem, no i tym samym wciągnąłem do swoich projektów Darka, klawiszowca Gorthaur.
Basista ze mnie był żaden, zresztą i jest do dziś, bo na basie to ja umiem zagrać tak, jak na gitarze po prostu i ciągle obcych jest mi wiele technik gry na tym instrumencie. Ale starałem się i dawałem czadu, co słychać;) - ale tak najbardziej czadu to dawał Arek, którego gitara to była chyba pierwsza żona (nie wiem do dziś czy ma inną;), ale wyjechał z tamtego miejsca później gdzieś na Śląsk Górny i tyle go widziałem, cośmy się dodali do znajomych na Naszej Klasie). Arek ćwiczył godzinami dziennie, wagarował w szkole, żeby tylko jak najwięcej grać i grać (ja to wagarowałem, ale wtedy szwendałem się po lasach albo starej kłodzkiej twierdzy i pisałem jakieś wierszydła albo wymyślałem koncepcje różnego typu) ;). On chciał być drugim Malmsteenem, którego muzykę właściwie tak lepiej poznałem właśnie dzięki Arkowi. Romek za to na perkusji szalał jakby rąbał drewno, przez co naciągi ciągle były klejone szarą taśmą, bo oczywiście nie miał kasy na nowe (miał słabość do pewnego rodzaju łatwo dostępnych i niedrogich środków wyskokowych, co w końcu obecnie zaprowadziło go w niezbyt przyjemne miejsce, niestety;( ) Szkoda, że nie miałem wtedy pomysłu na to, żeby zrobić zdjęcia blach z jego perkusji, bo z pewnością mogły by one pójść na wystawę artystyczną związaną z rzeźbą w metalu i to nie metalu rozumianego jako muzyka. Były tak połamane i powykręcane, jakby naprawdę drwal z Alaski się na nich wyżywał. Tak więc o rąbaniu najlepiej tu mówić, bo o technice to możemy pogadać tak samo jak o mojej basowej;) Ale grało się i żywioł był niesamowity! Większość utworów wymyślił Arek i wszyscy dostosowywali się do jego pomysłów. Jedynie "Intro" oraz "Prophecy" były pomysłami bardziej Darka, bo i klawisze miały tam większą rolę. Zresztą Intro to wymyśliliśmy prawie razem, bo Darek i ja słuchaliśmy wtedy ostro Amorphis i ten klimat klawiszy nam gdzieś błąkał się po głowie.
No i zrodziło się wreszcie dziełko złożone z siedmiu kawałków. Czyli mieliśmy materiał na koncertowy stuff! I tym samym udało się chłopakom załatwić koncert w Kłodzku związany z imprezą Rock Noc, której gwiazdą był zespół Shout, znany onegdaj z polskiej sceny rockowej, takiej muzycznie skierowanej bardziej do rockowych laseczek, których na koncercie samego Shout nie brakowało;) A koncert ten związany był z 10-leciem właśnie tej kapeli i tam zagraliśmy po raz pierwszy i ostatni w takim składzie. Pamiętam, jak wrażenie zrobiły moje poszarpane spodnie wtedy, w których ja nie widziałem nic dziwnego - było lato, człowiek jakoś jajka musiał wietrzyć;) Poza tym incydentalnym zdarzeniem, naprawdę duże wrażenie zrobił przede wszystkim Arek, którego gitarowe popisy onieśmieliły chyba wszystkich! Dołączyłem Wam plakat tego koncertu w pliku z utworami.
Właśnie w tym samym czasie doszło do nagrania kasety z próby GORTHAUR. Przyniosłem kiedyś do sali ten magnetofon, na którym nagrywałem Korsarze i Egaheery i podłączyłem mikrofon, ustawiłem wszystko, jak mi się tylko zdawało najlepiej i nagraliśmy jedyne w tamtym składzie demo. Niebawem później skład Gorthaura się posypał. Ekipa marudziła coś na temat wokali Tomka, chcieli pójść w inne, bardziej klimatyczne granie, to i Arek też jakoś chyba się w tym nie znalazł... Nie wiem, dokładnie, o co poszło, ale ja sam przeprowadziłem się ze Słupca do Kłodzka i tym samym nie dawałem rady jeździć na próby, a do tego musiałem oddać w końcu bas kumplowi, a swoją miałem tylko gitarę i to lichą. W tym układzie ze składu GORTHAUR pierwotnego pozostał jedynie Darek Dec i Romek Kaszuba. Dla Darka ten projekt stał się wreszcie możliwością realizacji swoich pomysłów już z zupełnie innymi ludźmi, ale o tym napiszę przy okazji demówki, jaką chłopaki i pewna piękna dziewczyna nagrali rok później.
Okładka reh. tape nigdy nie istniała, tzn, ja tam sobie skleciłem taką bezadzieję narysowaną długopisem, ale to nie miało i tak większego znaczenia, więc teraz zrobiłem taką okładkę jakby na reedycję, żeby wyglądało to porządnie;) Oczywiście postarałem się całość na tyle zremasterować, żeby słuchało się tego naprawdę dobrze, choć powiem sam, że jakością tego reh. tape jestem sam zaskoczony, że tak udało się nam to nagrać... Tak się to wszystko zaczynało...

ZAWARTOŚĆ:
Zgrany i zremasterowany materiał audio - mp3 224 - 320 kbps.
Projekt okładki i plakat koncertu Rock Noc.

TRACKLISTA: