poniedziałek, 10 października 2011

Tadeusz Miciński - Poezje (Radio Bis)


Jak bardzo ważną osobą był dla polskiej literatury i kultury Tadeusz Miciński, nie muszę chyba mówić... A jak ważny był dla polskiego podziemia muzyczno-literackiego, to już ho, ho! Znamy jako główną mroczną postać naszej literatury Stanisława Przybyszewskiego, który pod koniec życia i tak zrezygnował ze swoich radykalnych i mocnych poglądów... Jednak to właśnie Tadeusz Miciński tak naprawdę rozwijał przez całe życie wizję filozoficzną lucyferyzmu, jakiej chyba nikt na świecie się nie dopracował. Zresztą Miciński był osobą, która dążyła do ogarnięcia totalnie wszystkiego w swojej sztuce. Jednocześnie była to postać o tak wyjątkowej wyobraźni i wrażliwości, że po dziś dzień powstają coraz to nowe studia na temat jego twórczości poetyckiej, prozatorskiej i dramatycznej. Z wątków literackich, lub też bezpośrednio z tekstów korzystali w Polsce wokaliści takich grup jak KAT (zresztą Roman Kostrzewski na kilku płytach kompilował różne fragmenty z Micińskiego), THRASHER DEATH, HOLY DEATH, BEHEMOTH, NIRNAETH, CAED DHU czy mój KORSARZ ( :) )... A ile się o nim pisało w wywiadach, w zinach różnych, to szkoda gadać;) Można by pracę na ten temat napisać i to bardzo ciekawą!
Ale zmierzając do rzeczy... Swego czasu podsłuchiwałem Radia Bis, które obecnie przekształciło się w Program Czwarty Polskiego Radia, o ile się nie mylę. Może nie było to jakieś maniakalne słuchanie, ale włączałem i czasami coś tam wynajdowałem. Tym samym pewnego razu, późnym wieczorem około godziny 23.00 przed zaśnięciem włączyliśmy sobie "Biskę". Wtedy nawet telewizora nie mieliśmy, bo stary wybuchł nam w czasie świąt grudniowych, więc radio panowało, radio z wieży kupionej za wyrównanie mojego (już na szczęście spłaconego) kredytu studenckiego:) No i po włączeniu słyszę jakieś takie recytacje, ale coś mi się zdawały nie głupie od początku... Potrzeba była kilku sekund, abym oprzytomniał i wrzucił kasetę do nagrania, stąd też nie mam całości tej audycji... Okazało się, że w Radiu Bis ktoś pamiętał o Tadeuszu Micińskim i zrealizował całe takie słuchowisko z jego poezją! I to nie było takie byle co! Udział w audycji wzięli między innymi Piotr Adamczyk i Andrzej Ferenc!!! Kto by pomyślał!!! Nie mam pojęcia skąd by tu wziąć całość tego, ale ja zamieszczam ten dość znaczny fragment dla wszystkich zainteresowanych. Do niego dołączyłem darmowo dostępny tom poezji Micińskiego "W mroku gwiazd", gdyby byli zainteresowani...

Nagranie ma jakieś myślę chyba 8 lat, jak nie więcej. Pierwsza kaseta z brzegu też nie najlepsza, więc mam nadzieję, że udało mi się z niej wyciągnąć ile się dało... Magiczny świat młodopolskiej wyobraźni zaprasza więc!

ZAWARTOŚĆ:
Renowacja materiału audio z audycji radiowej Radia Bis - mp3 vbr 224 - 320

DOWNLOAD:
http://www66.zippyshare.com/v/87907281/file.html
http://rg.to/file/29ccca3387ca8989d77dff31356cc3f2/tm-radiobis.rar.html
https://www.mediafire.com/?fqgcxqain22fb7k

Nirnaeth - Opus Nirnaeth (1995)



Pierwszego mojego wrażenia po usłyszeniu Nirnaeth nie sposób zapomnieć! Był to któryś z piątkowych wieczorów, kiedy to w Radiu Wrocław Paweł Domino puszczał w eter wszelkie interesujące zespoły w swojej audycji "Doom Comes" (później przekształconej w "Dominacja"). Rok 1995, człowiek w pełni zafascynowany Black Metalową eksplozją i głodny coraz to nowszych wrażeń, a tu z głośnika muza, jakiej chyba wcześniej się nie słyszało w Polsce w takiej postaci. Przepiękny klimat, nostalgiczny, romantyczny i do tego podbudowany tą szczyptą diabelstwa, które zawsze trafiało w czarne serducho;) No i teksty, a raczej poezja! Oczywistym jest, że po lirykę Tadeusza Micińskiego sięgało już wcześniej kilku osobników jak choćby Roman Kostrzewski w Kacie, czy kapela Thrasher Death. Jednak tutaj wiersze Micińskiego otrzymały jakby idealną dla siebie oprawę muzyki neoklasycznej, symfonicznej. Co prawda momentami zaśpiew Piotra Wójcika (znanego też pod pseudonimem Smrtan) wypadał bardzo blado w stosunku do muzyki, to jednak całość tworzyła niesamowity klimat. Sam Paweł Domino kilkukrotnie grał Nirnaeth w swojej audycji i gdzieś tam kiedyś rzucił adresem Dagdy Music, po czym bezzwłocznie napisałem do Piotra po kasetę i później już sam mogłem cieszyć się tym materiałem! Zresztą z czasem z Piotrem nawiązałem zarówno znajomość jak i pewnego rodzaju współpracę, o czym wspominałem przy okazji Vedyminów, ale jak wiecie dużo więcej z tego nie wyszło. Ja z kolei z niecierpliwością czekałem na kolejne materiały Nirnaeth i niestety całości trylogii, jaką zapowiadał Piotrek nie doczekamy się już chyba nigdy, bowiem po Nirnaeth słuch zaginął.

Co do samej muzyki... Warto zwrócić tutaj uwagę na to, że wielokrotnie w dawnych zinach pisano, jakoby Piotr wzorował się na modzie, jaką wykreował na scenie metalowej Mortiis. Jednak przysłuchując się tej muzyce nie sposób nie zauważyć inspiracji francuskim Elend! A idąc tym torem dochodzi się do klasycznych dzieł literackich związanych z wizjami Piekieł i Lucyfera, od czego nie stronili wspomniani muzycy. Zresztą sam podtytuł jednego z utworów ("Vexilla Regis Predeunt Inferni") zaczerpnięty został z "Boskiej Komedii" Dantego. Piotr mieszał w swojej twórczości wiele wątków muzycznych i literackich balansujących między młodopolskim satanizmem i jego inspiracjami a także neopogaństwem, co zaznaczył już na "Opus Nirnaeth". Dziwne było jedynie to, że skoro nazwa zaczerpnięta została z twórczości Tolkiena, ani razu Piotr nie zwrócił się w kierunku fantasy;)

Co do samej zawartości materiału, to pozwoliłem sobie na szczegółowe opisanie wszystkich utworów, bowiem literacko pochodzą one z cykli poetyckich Tadeusza Micińskiego i w zbiorach poezji są one opisywane incipitami, więc dla ułatwienia teraz podana jest szczegółowa playlista "Opus Nirnaeth".

Życzę Wam miłego słuchania materiału, który nigdy nie wyszedł w tej wersji na CD, bowiem pierwsza płyta "Haudh'en'Nirnaeth" znacznie różniła się od tej aranżacjami oraz niektórymi utworami. Ale wersja obecna myślę, że brzmi jak z prawdziwej płyty;)

ZAWARTOŚĆ:
Zgrany i zremasterowany materiał audio mp3 VBR 224 - 320 kbps.
Skan obu stron okładki.

TRACKLISTA:
01. Intro
02. Lucifer
03. Lucifer (Mój duch łańcuchem skuty do ziemi...)
04. Lucifer (Vexilla Regis Predeunt Inferni)
05. Kain
06. Kain (Jest serca kraj...)
07. Kain (Na księżycu czarnym wiszę...)
08. Zmierzch Bogów Słowiańskich (cz. I)
09. Zmierzch Bogów Słowiańskich (cz. II)
10. Outro

DOWNLOAD:

Empiria - Reh'98 (1998)



Obiecałem Wam chyba onegdaj Empirię, tak więc słowa dotrzymuję... Zdaje się, że miało to miejsce przy wstawieniu demo "wydymani", tfu, znaczy się Vedymini;) (Dlaczego czasami nie można zaśmiać się z samego siebie;)) Empiria... Kurde, to dawne dzieje, ale była taka kapela z Żywca dokładnie. Wspominałem o niej przy okazji Vedyminów, bowiem Wojtek Żurek, gitarzysta Empirii, był z nami całym sercem, jeśli chodzi o Lożę Avalon. Był też edytorem zine'a "Ars Melancolia", co prawda poświęconego jedynie sztuce literackiej, ale blisko związanego ze sceną metalową. Zresztą wielu maniaków w drugiej połowie lat 90-tych pisywało lepsze lub gorsze teksty, łącznie ze mną samym. Jakoś łączyliśmy klimaty chyba po prostu. Tak głupio piszę, ze był! Być może jest, choć mi słuch o nim zaginął. Ale do rzeczy chyba...
Empiria to muzyka klimatycznie łącząca w sobie delikatność klimatów doom metalowych, takich romantycznych, nastrojowych... Choć w sumie to i tak dziwne określenie, żeby doom metal był romantyczny, bo czasami był skostniały i zimny, że szkoda gadać! Ale wracając do tematu... Empiria, hmmm... Zdało by się, że muzyka dla "lalusiów". Ale gdzieś w środku tego tkwiła Czarna Bestia! Bo tak swoją drogą, czy romantyzm, to była epoka miernot, które płakały pod płaczącą już wcześniej wierzbą? A za cholerę! To była epoka szajbusów co najmniej takich jak Bohun! I taki romantyzm tkwi w muzyce Empirii. Tutaj niby smędolenie, a za chwilę agression total!! Ale agression pełne passion, gdzieś zlewające się swoją melodyjnością z harmonią wszechświata. Pewnie po przeczytaniu moich słów pomyślicie, co za genialny materiał Wam wynalazłem ze starej szafy, pewnie prowadzącej do Narni!;) A tu może niby nic, ale gdyby ten materiał doczekał się porządnej produkcji w swoim czasie, to by było! Nie wiem, jak Was, ale mnie czasami targał za serducho, miał w sobie to coś, miał napięcie, czasami filmową atmosferę. Muzycy czuli to, co grali. Może czasami powiemy o standardowych zagrywkach, ale chyba można spojrzeć na to z innej strony... Może gdyby takie nagranie reha było standardem, to by można o nich mówić.

Miłego zwiedzania empirycznego świata zatem życzę!

ZAWARTOŚĆ:
Materiał audio delikatnie zremasterowany w formacie audio mp3 vbr 224 - 320 kbps.
Skan okładki.

TRACKLISTA:
01. Existance Negative
02. Miss Ann Tropy
03. Psychonauts
04. Temple of Tears (New Body)
05. Black Erotica
06. Twilight

DOWNLOAD:

THE LAND OF ETERNAL DARKNESS - Demo'95 (never released)


Od czego by tu zacząć... hmmm... The Land Of Eternal Darkness to z pewnością projekt cholernie efemeryczny... Był i znikł:P Nie mam bladego pojęcia czy coś więcej po nim pozostało niźli to demo, nie mam też pojęcia do końca, kto brał w nim udział. Jest to zespół z miasta, w którym mieszkałem, z Kłodzka. Będąc do bólu szczerym powiem, że nawet data nie jest tu pewna. Najprawdopodobniej był to 1995 rok, bowiem demo to otrzymałem w roku 1996 od Romka Kaszuby, który w tym czasie był perkusistą GORTHAUR, czy też zaczynał nim być, bo i zespół sam się zaczynał;) I może tak idąc tym tropem, coś niecoś światła nań rzucę. Romek przeprowadził się z Kłodzka do Słupca (w którym to miejscu jeszcze wtedy mieszkałem) mniej więcej na przełomie lat 1995/96. Kiedy już poznaliśmy się trochę, przegrał mi demo, w którym brał udział. I to właśnie jest ten materiał. Po czasie okazało się tyle, że istotnie, zespół The Land Of Eternal Darkness istniał i Romek bębnił w nim, ale był to projekt instrumentalny. Gdzieś chłopaki zrealizowali reha, a Romek później jakimś cudem dograł do tych utworów swoje wokale udawaną angielszczyzną. Tak więc mamy tutaj samowolkę swoistą;) Nie mam pojęcia, jak już wspomniałem, kto jeszcze w tym projekcie uczestniczył. Wiem, że byli to ludzie, z którymi później w Kłodzku się znałem, jednak jedyną osobą, z którą się zaprzyjaźniłem i pamiętam do dziś, był Michał "Misiek" Nowak, z którym później razem jeszcze z Waldkiem "Skazą" Rosiem tworzyliśmy CHEJRONA. Michał jednak w projekcie The Land... odpowiedzialny był jedynie za Intro i Outro, z czego każdy, kto znał CHEJRONA, zaraz dopatrzy się wyraźnej konotacji. Otóż Outro na The Land Of Eternal Darkness to ten sam utwór, który później Michał wprowadził za naszą aprobatą do materiału CHEJRON w postaci utworu "Zeschnięte Róże". Tym samym mała historia zatacza swój krążek;)

The Land Of Eternal Darkness to także nietypowa muzyka. Niby Death Metal, ale taki z klimatem, bardzo melodyjny, nagrany koszmarnie, co postarałem się trochu Wam złagodzić, ale w tym materiale nie da się pogrzebać zbytnio, jak na moje umiejętności... A przynajmniej nie z tej kasety, jaką miałem. Mawia się, że "siódma woda po kisielu"... No i taka moja kopia właśnie jest. Ale jest. Kto wie, może jedyna? Muzycy z The Land... często powyrastali z tej pasji i może nawet olali całkowicie to jakimi byli. Wiem tylko, ze Michał raczej tej kasety oryginalnej nie ma, a on jeszcze jest z tych, co pamiętają tamte czasy;) Romka raczej wciągnął "margines"... A szkoda zapomnieć, bo, kiedy posłuchacie, to w porównaniu z dużą ilością materiałów z tamtych czasów, ten wypada całkiem nieźle, jak na reh, no i pomysły na melodie! Klimat ma!

ZAWARTOŚĆ:
Zgrany i na ile się dało oczyszczony materiał audio - mp3 VBR 320-224 kbps

TRACKLISTA:
Tejże właśnie brak, stąd po prostu moje robocze nazwy plików.

DOWNLOAD:

Beelzebub - Apotheosis (1992) CHAOS Rec.



1. Where the Gods Dwell
2. Nocturnal Visitors
3. Blood Moon

Black Metal

Quality: remaster vbr 244 - 320 kbps

GORTHAUR - Demo'97



Drugie z kolei demo noworudzko-kłodzkiego Gorthaura to z pewnością spora zmiana i niespodzianka. Kiedy pierwsze nagrania raczej oscylowały wokół technicznego grania zabarwionego klimatycznymi klawiszami, będącego bliższym death metalowej stylistyce, to już kolejna odsłona przynosi zgoła inny charakter twórczości zespołu. Nagrane jakoś niecały chyba rok później "Demo'97" to nastrojowy Death Doom Metal, który w tamtych latach był częstym gościem naszych magnetofonów. Takie bandy jak CEMETARY, ANATHEMA, AMORPHIS i jeszcze wiele innych, to swojego rodzaju wzorce dla młodych muzyków, którzy właściwie starali się odnaleźć swój styl. Miało być melancholijnie i trochę tajemniczo... Jak wyszło, zaraz się przekonamy.
Moje drogi z zespołem Gorthaur rozeszły się po tym, jak przeprowadziłem się do Kłodzka i nie miałem już takiej swobody w dojeżdżaniu na próby, jak dawniej. Poza tym musiałem oddać bas kumplowi, który i tak miał złote serce, że na tak długo mi gitarę pożyczył. Coś tam jeszcze próbowałem grać na klawiszach, ale nie wyszło. A skład zmienił się niemal całkowicie. Nie pamiętam dokładnie, o co poszło, ale wizje grania muzyki Gorthaura różniły się diametralnie. Zwyciężyła opcja bardziej klimatyczna, w której wokalne stery przejął dotychczasowy klawiszowiec, Darek Dec. On też komponował dużą część nowych utworów wspólnie z Marcinem Pańczykiem (nowym gitarzystą), z którym mieszkali po sąsiedzku niemal, więc mogli częściej testować nowe pomysły. Tym samym "podziękowali" byłemu wokaliście, pożegnali się też z Arkiem Antoniem i zgarnęli kilku nowych kolesi i koleżanek do grania. Długo to jakoś nie trwało, bo już, jak wspomniałem, niecały rok później demo było gotowe. Ale właściwie warto przyjrzeć się temu może bliżej. Gorthaur z zespołu mocno zgranego stał się zupełnie nową ekipą, której część stanowili muzycy dopiero uczący się grać. "Demo'97 uznałbym bardziej za eksperyment niż takie pełnoprawne demo. Sam nie wiem, czy właściwie ta muzyka poszła dalej w świat, czy też została w kasetotekach najbliższych przyjaciół i zdziwaczałych maniaków;) Po samym materiale czuć to wszystko. Bywają momenty, kiedy zespół całkowicie rozjeżdża się i wygląda to wszystko tak, jakby zastanawiali się w tym momencie, co zrobić! Ale ja znam powód większości tego, a był nim perkusista Roman Kaszuba, który raczej na perkusji wolał się chyba wyżyć niż grać i czasami zapamiętywał się w tym tak, że dopiero po chwili orientował się, że to już nie ta melodia;) Sami gitarzyści Marcin Pańczyk i Adam Masoń za gitary chwycili wtedy, kiedy wcześniejszy Gorthaur się rozpadł, więc praktycznie uczyli się tworząc materiał. Aż tak źle tego nie słychać, ale nie mogę podarować rozstrojonej na maksa gitary Marcina w instrumentalnym "Walk in the clouds";) No i Darek, który z klawiszowca nagłym olśnieniem został wokalistą! Ale tu muszę powiedzieć, że wyszło to na dobrze, bo dziś daje sobie z tym świetnie radę! Tak więc "Demo'97" to taki zapis historii, jak się wszystko rodziło. Można powiedzieć, że kolejne wspomnienie, którym dzielę się z Wami. Moja kaseta jest już dość dobrze styrana, więc nie oferuję tu jakości CD. Zresztą pamiętam, jak siedziałem u Darka i przegrywał mi ten materiał. Oczywiście wtedy słuchaliśmy tego z zapartym tchem, bo było to pierwsze profesjonalniejsze demo, jakie udało się nagrać ludziom z naszej ekipy. Szkoda tylko, że Darek miał taki lichy magnetofon, bo dziś na tej kasecie było tyle szumu, że ciężko mi było sobie poradzić z tymi nagraniami, więc nie powiem, że brzmią idealnie:( Samo zaś demo nagrywane było "na setkę", ale na fajnym stole mikserskim z pełnym nagłośnieniem bębnów, więc wyszło wszystko nawet nieźle. Zresztą czuwali nad tym dwaj muzycy starego NECROPHILA, Jacek Wojtkowiak i Leszek Palczak, bowiem byli oni pracownikami Noworudzkiego Ośrodka Kultury, gdzie wszystko miało miejsce.
Później Gorthaur działał dalej i to coraz prężniej, choć coraz bardziej odchodził od mocnego metalowego grania w stronę klimatycznych, z czasem coraz bardziej gotyckich brzmień. Niebawem też wrzucę Wam kilka próbek właśnie następnych dokonań, które już były na o wiele lepszym poziomie, co pozwoliło zespołowi dostać się nawet na Castle Party! Choć nie można tak bardzo krytycznie ocenić tego demo, jakie Wam tu oddaję, bo to przecież kawał historii i znając cały ten klimat, jaki wtedy nas otaczał, zupełnie inaczej patrzę na to, mimo wszystkich niedociągnięć.

ZAWARTOŚĆ:
Zgrany i zremasterowany na miarę możliwości materiał audio - mp3 vbr 224 - 320 kbps
Skan opisu kasety, jaki otrzymałem od Darka Deca.
Moja robocza okładka kasety.

TRACKLISTA:
01. Prophecy
02. Suicide And Hope
03. Walk In The Clouds
04. I'm Your Master
05. To Stay Eternal
06. A Gift Of The Night
07. Gorthaur

DOWNLOAD:

Gorthaur - reh. tape'96


Dziś GORTHAUR to projekt muzyki elektro gotyckiej, bardzo melodyjny, klimatyczny, romantyczny... Uwielbiam ich nagrania, powiem szczerze, nie tylko dlatego, że Darek i Jerzoo to moi starzy kumple, ale to po prostu bardzo dobra muzyka, świetny klimat i po prostu sami muzycy ciągle starają się coś tworzyć, starać się o ulepszenie swojej twórczości i odkrywać nowe drogi, nowe inspiracje. Ale czy wiecie, od czego się to wszystko zaczęło? Zespołów o nazwie GORTHAUR znam co najmniej cztery, w tym dwa z Polski. Jeden z nich to surowy, ekstremalny Black Metal z Tychów. Drugi, właściwie znacznie starszy od tego Black Metalowego, to kapela łącząca obecnie w sobie muzyków z Kłodzka i Nowej Rudy. Na samym początku jednak wszyscy niemal muzycy pochodzili ze Słupca, będącego dzielnicą Nowej Rudy, jednak dla mieszkańców stanowił pewną autonomię i dlatego należy nazwę Słupiec uznać za najbardziej trafną (jedynie Arek Antoń mieszkał w Jugowie, ale to właściwie, podobnie jak Słupiec, Nowa Ruda prawie). Co zaś do samego pochodzenia, chyba raczej powinienem użyć określenia "pochodziliśmy", no i ja gdzieś tam mam swoje miejsce w tej bajce;)
Pomysł na zespół zrodził się w głowie Tomka Kopczyńskiego, który fascynował się ogólnie Death Metalem i chciał powołać ekipę do grania, w której mógłby udzielać się wokalnie, czyli drzeć mordę ile wlezie;) To było jakoś w 1995 roku i wtedy Tomka jeszcze nie znałem. Ale znałem już trochę drugą osobę odpowiedzialną za powołanie kapeli, o której mowa - Romka Kaszubę, metalowca, który przeprowadził się z Kłodzka do Słupca i tu też wpadł w środowisko naszej subkultury, która w tamtym czasie była w tym mieście niewiarygodnie duża, jak tak wspomnę z perspektywy czasu! Tomek, zafascynowany również Tolkienem, wygrzebał z Silmarillionu nazwę Gorthaur, a następnie sklecił resztę ekipy do grania, czyli Darka na klawisze, Arka na gitarę i dodatkowo nieznaną mi z nazwiska obecnie Aśkę na kobiece wokale, choć jak mam być szczery, to bardziej miała ona głos jak facet, więc ni w ząb nie złagodziła muzyki swoim głosem;) No i by to była już cała drużyna prawie. Brakowało im tylko gościa na bas. Jakimś cudem dotarli wtedy chłopaki do mnie i zaproponowali granie na basie, a że mieli w planie zagrać niebawem jakieś koncerty, to bym się nadał jak cholera. No i się zgodziłem i pożyczyłem od jednego znajomego taki stary bas, który w miarę jakoś grał i to było najważniejsze. No i zaczęły się próby w ośrodku kultury w Słupcu, gdzie zaraz później i ja zagrzałem swoje miejsce z Egaheerem i Korsarzem, no i tym samym wciągnąłem do swoich projektów Darka, klawiszowca Gorthaur.
Basista ze mnie był żaden, zresztą i jest do dziś, bo na basie to ja umiem zagrać tak, jak na gitarze po prostu i ciągle obcych jest mi wiele technik gry na tym instrumencie. Ale starałem się i dawałem czadu, co słychać;) - ale tak najbardziej czadu to dawał Arek, którego gitara to była chyba pierwsza żona (nie wiem do dziś czy ma inną;), ale wyjechał z tamtego miejsca później gdzieś na Śląsk Górny i tyle go widziałem, cośmy się dodali do znajomych na Naszej Klasie). Arek ćwiczył godzinami dziennie, wagarował w szkole, żeby tylko jak najwięcej grać i grać (ja to wagarowałem, ale wtedy szwendałem się po lasach albo starej kłodzkiej twierdzy i pisałem jakieś wierszydła albo wymyślałem koncepcje różnego typu) ;). On chciał być drugim Malmsteenem, którego muzykę właściwie tak lepiej poznałem właśnie dzięki Arkowi. Romek za to na perkusji szalał jakby rąbał drewno, przez co naciągi ciągle były klejone szarą taśmą, bo oczywiście nie miał kasy na nowe (miał słabość do pewnego rodzaju łatwo dostępnych i niedrogich środków wyskokowych, co w końcu obecnie zaprowadziło go w niezbyt przyjemne miejsce, niestety;( ) Szkoda, że nie miałem wtedy pomysłu na to, żeby zrobić zdjęcia blach z jego perkusji, bo z pewnością mogły by one pójść na wystawę artystyczną związaną z rzeźbą w metalu i to nie metalu rozumianego jako muzyka. Były tak połamane i powykręcane, jakby naprawdę drwal z Alaski się na nich wyżywał. Tak więc o rąbaniu najlepiej tu mówić, bo o technice to możemy pogadać tak samo jak o mojej basowej;) Ale grało się i żywioł był niesamowity! Większość utworów wymyślił Arek i wszyscy dostosowywali się do jego pomysłów. Jedynie "Intro" oraz "Prophecy" były pomysłami bardziej Darka, bo i klawisze miały tam większą rolę. Zresztą Intro to wymyśliliśmy prawie razem, bo Darek i ja słuchaliśmy wtedy ostro Amorphis i ten klimat klawiszy nam gdzieś błąkał się po głowie.
No i zrodziło się wreszcie dziełko złożone z siedmiu kawałków. Czyli mieliśmy materiał na koncertowy stuff! I tym samym udało się chłopakom załatwić koncert w Kłodzku związany z imprezą Rock Noc, której gwiazdą był zespół Shout, znany onegdaj z polskiej sceny rockowej, takiej muzycznie skierowanej bardziej do rockowych laseczek, których na koncercie samego Shout nie brakowało;) A koncert ten związany był z 10-leciem właśnie tej kapeli i tam zagraliśmy po raz pierwszy i ostatni w takim składzie. Pamiętam, jak wrażenie zrobiły moje poszarpane spodnie wtedy, w których ja nie widziałem nic dziwnego - było lato, człowiek jakoś jajka musiał wietrzyć;) Poza tym incydentalnym zdarzeniem, naprawdę duże wrażenie zrobił przede wszystkim Arek, którego gitarowe popisy onieśmieliły chyba wszystkich! Dołączyłem Wam plakat tego koncertu w pliku z utworami.
Właśnie w tym samym czasie doszło do nagrania kasety z próby GORTHAUR. Przyniosłem kiedyś do sali ten magnetofon, na którym nagrywałem Korsarze i Egaheery i podłączyłem mikrofon, ustawiłem wszystko, jak mi się tylko zdawało najlepiej i nagraliśmy jedyne w tamtym składzie demo. Niebawem później skład Gorthaura się posypał. Ekipa marudziła coś na temat wokali Tomka, chcieli pójść w inne, bardziej klimatyczne granie, to i Arek też jakoś chyba się w tym nie znalazł... Nie wiem, dokładnie, o co poszło, ale ja sam przeprowadziłem się ze Słupca do Kłodzka i tym samym nie dawałem rady jeździć na próby, a do tego musiałem oddać w końcu bas kumplowi, a swoją miałem tylko gitarę i to lichą. W tym układzie ze składu GORTHAUR pierwotnego pozostał jedynie Darek Dec i Romek Kaszuba. Dla Darka ten projekt stał się wreszcie możliwością realizacji swoich pomysłów już z zupełnie innymi ludźmi, ale o tym napiszę przy okazji demówki, jaką chłopaki i pewna piękna dziewczyna nagrali rok później.
Okładka reh. tape nigdy nie istniała, tzn, ja tam sobie skleciłem taką bezadzieję narysowaną długopisem, ale to nie miało i tak większego znaczenia, więc teraz zrobiłem taką okładkę jakby na reedycję, żeby wyglądało to porządnie;) Oczywiście postarałem się całość na tyle zremasterować, żeby słuchało się tego naprawdę dobrze, choć powiem sam, że jakością tego reh. tape jestem sam zaskoczony, że tak udało się nam to nagrać... Tak się to wszystko zaczynało...

ZAWARTOŚĆ:
Zgrany i zremasterowany materiał audio - mp3 224 - 320 kbps.
Projekt okładki i plakat koncertu Rock Noc.

TRACKLISTA: